Prosta historia – młody fotograf Marcin rozstaje się z dziewczyną i wprowadza się do starej obskurnej kamienicy na warszawskiej Pradze. Przy okazji dostaje ‘fuchę’. Ma zrobić trochę zdjęć kamienicy dla właściciela. Przy okazji ‘pstrykania’ okolicy i ludzi poznaje podwórkowych pijaczków, u których szybko wkupuje się w łaski drobnymi, Hankę sexi fryzjerkę, kioskarkę plotkarę i łobuziaka kilkunastoletniego Grzesia, który tłucze mu szyby, a potem kradnie aparat. Marcin stopniowo poznaje otoczenie i panujące zasady.
Po takich filmach nabieram wiary w polskie kino. Bo co tutaj mamy – zabawną komedię, dobry scenariusz, ciekawi aktorzy, którzy stworzyli świetne kreacje (Hanka jest po prostu bombowa), piękna scenografia (tak, Praga potrafi być piękna z tą obskurnością) i dobra zabawa. Obawiałam się, czy ten film, jak wiele polskich ambitniejszych produkcji, nie będzie przygnębiający, z tragicznym zakończeniem. Zostałam mile zaskoczona. Reżyserowi Łukaszowi Palkowskiemu udało się stworzyć prawdziwy, mądry i zabawny obraz. Pokazuje Pragę nie jako obszar degrengolady, patologii i zła. Jest to zakątek, gdzie każdy zna swoje miejsce, gdzie panują jasne zasady, gdzie wódkę pije się na szklanki, a każdy ma swoją malutką tajemnicę (którą i tak w końcu zna Pani Kioskarka).
Bardzo trafny jest tytuł, ponieważ faktycznie ‘obcy’ są tam niemile widziany. Panuje zasada: Jesteś swój – jesteś bezpieczny, co potwierdza scena, w której Hanka broni Marcina przed ‘skrojeniem’ przez kilku miejscowych dresiarzy. Wystarczy słowo sąsiad i jest po sprawie.
Praga jest rezerwatem, czyli częścią Warszawy, która „obejmuje obszary zachowane w stanie naturalnym lub mało zmienionym”. Po prawej stronie Wisły czas jakby się zatrzymał. Nie ma wieżowców, garniturów, pogoni za pieniędzmi. Ludzie tam mówią o sobie jakby byli mieszkańcami wsi zabitej dechami, z której trudno się wyrwać. Można odnieść wrażenie, że rzeka występuje w mentalności prażan prawie jako mur berliński. A przecież ‘wystarczy’ tylko przekroczyć most. „Rezerwat” mnie zachwycił. Ma w sobie inteligentny dowcip, którego trzeba szukać ze świecą w większości dzisiejszych filmów. Można dzięki niemu zakochać się w Pradze, a kto już kocha Warszawę, ten umocni swoje uczucie. Czy reżyser robił dobrą minę do złej gry przedstawiając w ten sposób te okolice? Może tak. Ale wydaje mi się, że mimo wszystko mieszkają tam dobrzy ludzie, a stereotyp Pragi jako mekki złodziei i bandytów jest mocno przesadzony.
Szczerze mówiąc po wyjściu z kina zapragnęłam wziąć mojego Zenita, wskoczyć w dres i połazić po Stalowej.
7/10
27.2.10
REZERWAT
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz